CELEBRITY
Przyjazd Putina do Pekinu pokazuje, że Chiny nie muszą wybierać między USA a Rosją.
Przyjazd Putina do Pekinu pokazuje, że Chiny nie muszą wybierać między USA a Rosją.
Putin przyjechał do Pekinu kilka dni po Trumpie. Już sama kolejność wizyt jest komunikatem: Chiny nie muszą wybierać między Stanami a Rosją, bo to Stany i Rosja przyjeżdżają do Chin, niemal jedna po drugiej. Xi pokazuje się jako przywódca państwa, bez którego coraz trudniej układać globalną politykę.
Przy Putinie Xi mówił o budowie „bardziej sprawiedliwego i równego” systemu zarządzania światem. To stały język Pekinu przeciwko amerykańskiej dominacji, ale po spotkaniu z Trumpem brzmi mocniej. Pekin może rozmawiać z Waszyngtonem o stabilizacji, a z Moskwą o świecie wielobiegunowym. Nie wybiera strony. Ustawia obie relacje pod własny interes.
Putin mówił, że relacje Rosji i Chin są na „bezprecedensowym poziomie” i że ich współpraca jest jednym z „kluczowych czynników stabilizujących” sytuację międzynarodową. Brzmi to jak deklaracja dwóch równych mocarstw. Fakty są dla Moskwy mniej wygodne. Po inwazji na Ukrainę Rosja coraz bardziej zależy od Chin jako odbiorcy surowców, dostawcy towarów, partnera politycznego i osłony przed skutkami sankcji.
Najważniejsze ustalenia dotyczą przedłużenia traktatu o dobrym sąsiedztwie z 2001 roku, podpisania nowych porozumień i dalszej współpracy energetycznej. Na stole pozostaje gazociąg Power of Siberia 2, który miałby pomóc Rosji zastąpić utracone rynki europejskie. Dla Rosji to polityczny tlen. Dla Chin dodatkowe źródło energii kupowane od coraz słabszego partnera.
Chiny przedłużyły Rosji kroplówkę pozwalającą przetrwać zachodnie sankcje, ale nie zrobiły tego za darmo. Kupują rosyjskie surowce taniej, zwiększają przewagę negocjacyjną i pokazują, że Rosja jest dziś od nich zależna bardziej, niż Kreml chce przyznać. Guardian przypomina, że od początku pełnoskalowej wojny Chiny kupiły od Rosji paliwa kopalne za ponad 367 miliardów dolarów, a na Chiny przypada ponad jedna czwarta rosyjskiego eksportu.
Xi używa opowieści o przyjaźni z Rosją także wobec Zachodu. Pokazuje, że nie musi wybierać Zachodu, żeby być mocarstwem. Jednocześnie trzyma w ręku narzędzie nacisku na Moskwę: może ograniczyć rosyjską kroplówkę, kupować mniej albo wymuszać jeszcze lepsze ceny. Zachód mógłby oczekiwać od Chin takiego ruchu, ale musiałby zapłacić za to wysoką cenę polityczną i gospodarczą. W każdym wariancie Pekin wygrywa.
Tak wygląda moja ocena tej wizyty. Warto jednak zobaczyć, jak czytają ją media i ludzie, którzy od lat śledzą relacje Chin z Rosją i z różnych punktów widzenia.
Chińska Xinhua ustawia tę wizytę dokładnie tak, jak chce Pekin: jako dowód stabilności, odpowiedzialności i dojrzałości relacji chińsko-rosyjskich. W komentarzu agencji czytamy, że wizyta Putina ma „podnieść relacje dwustronne na wyższy poziom” i wnieść „bardzo potrzebną stabilność oraz pozytywny impuls” do świata pełnego turbulencji. To jest oficjalna chińska rama: Chiny i Rosja nie jako problem dla świata, tylko jako jego stabilizator. 
Rosyjskie RIA Nowosti opisuje tę samą wizytę z perspektywy Moskwy: Putin przybył do Pekinu na dwudniową wizytę, rozmowy z Xi mają objąć „cały kompleks relacji dwustronnych i aktualne problemy międzynarodowe”, a efektem ma być kilka wspólnych dokumentów, w tym o dalszym wzmacnianiu „wszechstronnego partnerstwa i strategicznego współdziałania”. To język Rosji, która musi pokazać własnej opinii publicznej, że nie jest izolowana, tylko siedzi przy stole z najważniejszym graczem Azji. 
Alexander Gabuev, dyrektor Carnegie Russia Eurasia Center, ujął to najkrócej: „Xi ma wszystkie karty”. Według niego Putin nie jest dziś w pozycji, w której może mówić Chinom, co mają robić. Wojna w Ukrainie zwiększyła chińską przewagę nad Rosją, a Pekin ma wobec Moskwy więcej opcji niż Moskwa wobec Pekinu.
Ilya Remesło, rosyjski opozycyjny prawnik i były prokremlowski komentator, mówi jeszcze ostrzej: Chiny nie są przyjacielem ani sojusznikiem Rosji, tylko starszym partnerem Putina. Według relacji Washington Post Pekin korzysta z wojny, sprzedaje komponenty potrzebne obu stronom konfliktu i zmusza Rosję do akceptowania gorszych warunków energetycznych niż te, które Moskwa miała kiedyś w Europie.
Patricia Kim z Brookings Institution widzi w tym szczycie głównie symbolikę instytucjonalną. Nawet jeśli efektem są dokumenty, wspólne oświadczenia i formuły o strategicznym partnerstwie, sam obraz Xi i Putina wzmacnia przekaz, że relacja Chin i Rosji jest silna, skoordynowana i długofalowa. To ważny kontrapunkt: Chiny nie muszą Putina upokarzać. Mogą dawać mu czerwony dywan, wzmacniać wspólny front przeciw amerykańskiej dominacji i pilnować, żeby warunki tej relacji ustalał Pekin.
Al Jazeera opisuje tę wizytę jako „dyplomatyczny flex” Pekinu po wizycie Trumpa. Chiny pokazują, że mogą gościć prezydenta USA i prezydenta Rosji niemal dzień po dniu, bez deklarowania lojalności wobec jednego obozu. Marina Miron z King’s College London ocenia, że nie należy oczekiwać jednego wielkiego przełomu, tylko dalszego pogłębiania współpracy gospodarczej, biznesowej i technologiczno-wojskowej. Czyli dokładnie tego, co wzmacnia rosyjską zależność i chińską przewagę.
Pierwsze relacje z Pekinu pokazują hierarchię. Putin dostał czerwony dywan, ale przyjechał po potwierdzenie, że Chiny dalej będą kupować, rozmawiać i osłaniać Rosję. Xi dostał coś ważniejszego: obraz świata, w którym w jednym tygodniu przyjmuje Trumpa i Putina, a każdemu pokazuje, że Pekin nie jest dodatkiem do cudzej gry.
USA są dla Chin partnerem, rywalem i rynkiem. Rosja jest zapleczem surowcowym, partnerem politycznym i coraz bardziej zależnym klientem. Oba państwa przyjechały do Xi niemal jedno po drugim. W dyplomacji taka kolejność też jest komunikatem.