CELEBRITY
⚪ Wedle Ukraińców rosyjski kontratak na Zaporożu miał być rekordowym pod względem strat dziennych. Nawet jeśli są przesadzone, to niewiele. Czy w takiej sytuacji Rosjanie są w stanie przeprowadzić większą operację w tym roku?
⚪ Wedle Ukraińców rosyjski kontratak na Zaporożu miał być rekordowym pod względem strat dziennych. Nawet jeśli są przesadzone, to niewiele. Czy w takiej sytuacji Rosjanie są w stanie przeprowadzić większą operację w tym roku?
Wedle Ukraińców rosyjski kontratak na Zaporożu miał być rekordowym pod względem strat dziennych. Nawet jeśli są przesadzone, to niewiele. Czy w takiej sytuacji Rosjanie są w stanie przeprowadzić większą operację w tym roku?
Dowódca Sił Bezzałogowych Robert “Madiar” Browdi przekazał, że Rosjanie pobili nowy rekord strat dziennych. W ciągu półtora dnia operacji na Zaporożu miało zginąć 450 Rosjan, a kolejnych 350 zostało rannych. W tak krótkim czasie Kreml nie stracił jeszcze tak wielu ludzi. Dla każdego, kto śledzi przebieg wojny na Ukrainie, nie jest to nic nowego. Rosyjskie straty rosną bardzo szybko. Od początku wojny zidentyfikowanych z imienia i nazwiska zostało 200186 rosyjskich żołnierzy.
Same liczby bezwzględne są spore, jednak dla Rosjan najgorszy jest ciągle rosnący poziom strat. Rok do roku regularnie rosną o półtora raza. Tempo strat jest również znacznie wyższe niż w poprzednich wojnach. Na Ukrainie ginie lub zostaje rannych ok. 30 tys. ludzi. To więcej niż Kreml jest w stanie zrekrutować.
W tym momencie zaczynają się piętrzyć problemy, które się pojawiły już jesienią 2022 r. Nawet odpowiednio duża liczba żołnierzy nie przekłada się na rosyjskie postępy na froncie. Główna przyczyna problemów leży w jakości rosyjskiego żołnierza i sposobie jego przygotowania do walki.
Poziom wyszkolenia systematycznie spada wraz z kolejnymi falami mobilizacji, a równocześnie wciąż utrwalony jest schemat prowadzenia działań oparty na frontalnych szturmach na przygotowane pozycje Ukraińców. W praktyce oznacza to powrót do najbardziej prymitywnej formy walki. Rosjanie po 12 latach wojny nie nauczyli się walki manewrowej. Również wciąż nie potrafią wykorzystać przewagi ogniowej i ilościowej.
Z biegiem czasu sytuacja ulega dalszemu pogorszeniu. Najbardziej doświadczeni żołnierze i podoficerowie zostali w dużej mierze wyeliminowani – polegli lub zostali ranni. Ich miejsce zajmują nowo zmobilizowani, często bez odpowiedniego przeszkolenia, oraz dowódcy liniowi pozbawieni doświadczenia bojowego. Efekt jest taki, że kolejne ataki kosztują coraz więcej, a dają coraz mniej. W marcu 2026 r. dobrze to widać w liczbach. Straty rosną bardzo szybko, a linia frontu w wielu miejscach praktycznie stoi. Zdarzają się dni, kiedy rosyjskie oddziały tracą setki ludzi i nie są w stanie zdobyć nawet niewielkiego odcinka terenu.
Mają moc?
Rosjanie od dwóch lat pokazują, że nie są w stanie zmobilizować odpowiednio dużych sił, aby przeprowadzić operację nawet na poziomie operacyjnym. W wielu przypadkach mają problem na poziomie taktycznym, jak choćby w przypadku prób przekroczenia rzeki Janczur. Kuleje niemal wszystko, a zwłaszcza logistyka. Rosyjska logistyka każdego dnia musi dostarczyć na front nawet do 30 tys. ton amunicji, smarów, paliw i pożywienia. Wszystkie zapasy przyjeżdżają najpierw wagonami do głównych składów na zapleczu frontu, a następnie są wysyłane na punkty etapowe podległe korpusom, potem dywizjom i brygadom, aż w końcu trafiają wprost do końcowego odbiorcy na froncie. Ukraińcy polują najczęściej na transporty na dwóch ostatnich etapach.