NFL
Tragedia w Wysokiej: pożar, który zmienił życie młodej matki. Co wydarzyło się w wynajmowanym mieszkaniu przy Placu Wolności?
Tragedia w Wysokiej: pożar, który zmienił życie młodej matki. Co wydarzyło się w wynajmowanym mieszkaniu przy Placu Wolności?
Każdy dzień przynosi coś pięknego” — tak jeszcze w lutym pisała w mediach społecznościowych pani Klaudia. Wówczas nie mogła przypuszczać, jak bezlitosny wkrótce okaże się dla niej los. 24 marca w wynajmowanym przez nią mieszkaniu w Wysokiej (woj. wielkopolskie) wybuchł pożar. Dzieci kobiety — Lenka i Leon — ukryły się przed ogniem w łazience. Pani Klaudia nie zdołała ich uratować.
To był spokojny wtorkowy poranek. Mieszkańcy Wysokiej (pow. pilski, woj. wielkopolskie) jak zwykle ruszyli do swoich codziennych obowiązków i nic nie zapowiadało tragedii. Aż do momentu, gdy nagle z jednego z mieszkań na parterze budynku wielorodzinnego przy Placu Wolności buchnęły kłęby dymu.
Tragiczny pożar w Wysokiej. Nie żyje dwoje dzieci
O godz. 8.01 w okolicy rozległo się przejmujące wycie syren. Przed budynkiem zjawiło się 11 zastępów straży pożarnej.
Wewnątrz budynku w momencie pożaru znajdowało się 12 osób. Dziewięcioro z nich ewakuowało się samodzielnie. Pożar zaczął się w jednym z mieszkań, najpewniej w przedpokoju. Z tego płonącego mieszkania strażacy wynieśli dwójkę dzieci i trzecią osobę, starszą kobietę, z mieszkania na wyższej kondygnacji. Maluchy były nieprzytomne i natychmiast przystąpiliśmy do akcji ratunkowej
— przekazał “Faktowi” mł. kpt. Mateusz Kentzer, oficer prasowy PSP w Pile.
Okoliczni mieszkańcy z przerażeniem obserwowali, jak strażacy toczą dramatyczną walkę o życie dwojga małych dzieci — 1,5-rocznego Leona i 3-letniej Leny. Wkrótce na miejscu wylądował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Reanimacja rodzeństwa trwała ponad godzinę. Niestety, życia Lenki i Leona nie udało się uratować.
Kiedy przybyliśmy na miejsce, całe mieszkanie wypełniał nie tylko ogień, ale i gęsty dym. Dzieci znaleźliśmy nieprzytomne w łazience. Prawdopodobnie tam ukryły się przed ogniem. Matka ewakuowała się sama. Trudno nam ocenić, czy miała jakiekolwiek szanse na wydostanie dzieci samodzielnie