NFL
Zalana łzami była żona posła PiS prowadzi samochód. Już nie ma złudzeń Czytaj więcej:
Nagranie, które rozgrzało internet: Marianna Schreiber, była żona posła PiS, opublikowała w sieci wideo, na którym prowadzi samochód i jednocześnie płacze. Bez filtrów i bez udawania pokazała moment słabości, który natychmiast wywołał lawinę komentarzy. Głosów krytyki nie brakuje.
lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego internetu i show-biznesu. Jej nazwisko od początku wzbudza zainteresowanie również ze względu na wcześniejsze małżeństwo z politykiem Łukaszem Schreiberem oraz jej własną, coraz bardziej medialną działalność.
Tym razem jednak uwagę przyciągnęło nagranie, które odbiega od typowych, „instagramowych” treści. Wideo, na którym widać Mariannę prowadzącą samochód i jednocześnie ocierającą łzy, szybko obiegło sieć.
Marianna zaznaczyła, media społecznościowe często pokazują tylko wycinek rzeczywistości, a ona sama nie chce już wpisywać się w ten schemat. To właśnie ta szczerość sprawiła, że materiał błyskawicznie zyskał popularność.
Jednocześnie forma publikacji – nagranie z samochodu – sprawiła, że temat zaczął żyć własnym życiem. Widzowie zaczęli zastanawiać się nie tylko nad emocjonalnym stanem Marianny, ale też nad tym, czy taki moment był odpowiedni na dzielenie się go z obserwatorami. I właśnie od tego momentu historia nabrała jeszcze większego rozgłosu.lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego internetu i show-biznesu. Jej nazwisko od początku wzbudza zainteresowanie również ze względu na wcześniejsze małżeństwo z politykiem Łukaszem Schreiberem oraz jej własną, coraz bardziej medialną działalność.
Tym razem jednak uwagę przyciągnęło nagranie, które odbiega od typowych, „instagramowych” treści. Wideo, na którym widać Mariannę prowadzącą samochód i jednocześnie ocierającą łzy, szybko obiegło sieć.
Marianna zaznaczyła, media społecznościowe często pokazują tylko wycinek rzeczywistości, a ona sama nie chce już wpisywać się w ten schemat. To właśnie ta szczerość sprawiła, że materiał błyskawicznie zyskał popularność.
Jednocześnie forma publikacji – nagranie z samochodu – sprawiła, że temat zaczął żyć własnym życiem. Widzowie zaczęli zastanawiać się nie tylko nad emocjonalnym stanem Marianny, ale też nad tym, czy taki moment był odpowiedni na dzielenie się go z obserwatorami. I właśnie od tego momentu historia nabrała jeszcze większego rozgłosu.
Czytaj więcej: https://swiatgwiazd.pl/zalana-lzami-byla-zona-posla-pis-prowadzi-samochod-juz-nie-ma-zludzen-ap-wkt-100426?fbclid=IwY2xjawRFgFBleHRuA2FlbQIxMQBzcnRjBmFwcF9pZAwzNTA2ODU1MzE3MjgAAR683tX8oq-k13E1_8s299ZSXkibTOSioU09lPGHg-2TN973BSY9LXrUra5Ayw_aem_U5293BIHP2nqolAGuBFjAQ#mnsk9xkvl9td21blylbCzęść użytkowników podkreślała, że łzy i gorsze chwile są czymś zupełnie naturalnym. W ich wypowiedziach pojawiały się słowa wsparcia, przypominające, że każdy człowiek – niezależnie od tego, czy jest znany, czy nie – ma prawo do słabości. W tych głosach dominowała empatia i zrozumienie.
“Wiadomo, że jak każdy z nas czasem nie dajesz rady, to ludzkie, normalne, nie daj się! Matki, przedsiebiorczynie, celebrytki płaczą! Bo to zdrowe i normalne!”
“Tak mi przykro widzieć Ciebie w takim stanie. Marianka jesteś bardzo empatyczna i wrażliwą kobietą, masz prawo do tego aby puścić te emocje, dźwigasz każdego dnia ogromny ciężar…”
oraz:
“Olej to, prawdziwa kobieta, człowiek – płacze – ja też”
Z drugiej strony nie brakowało krytyki. Wielu komentujących zwracało uwagę, że nagrywanie się w trakcie prowadzenia samochodu, szczególnie w tak emocjonalnym stanie, może budzić niepokój. Pojawiały się pytania o koncentrację i bezpieczeństwo na drodze. Część osób uważała, że nawet szczere emocje nie powinny być pokazywane w sytuacjach, które mogą odciągać uwagę od jazdy.
“Jasne, że tak, wszystkim jest czasami smutno, ale ja tam jak płaczę to ostatnie co mi przyjdzie do głowy, to wyciągnięcie telefonu i nagranie tego, szczególnie w trakcie jazdy”
“Internet zrobił jednak ludziom spustoszenie w głowie. Nagrywać się z fleszem w aucie, w momencie słabości. (…) Weź może zniknij z Internetu na jakiś czas…”