NFL
Co tam się dzieje 🤯
Co tam się dzieje 🤯
Glapiński znów na celowniku. Spór o SAFE może otworzyć nowy front
Sprawa Adama Glapińskiego wraca z nową siłą. W koalicji rządzącej pojawił się plan, by wykorzystać jego ostatnie zaangażowanie w spór wokół projektu SAFE 0 proc. jako kolejny argument w batalii o Trybunał Stanu. W tle jest pytanie, czy szef NBP przekroczył granicę, której bank centralny przekraczać nie powinien.
Dojrzewa nowy pomysł na uderzenie w prezesa NBP
Jak wynika z ustaleń, politycy obozu władzy coraz poważniej rozważają, czy ostatnie działania Adama Glapińskiego nie powinny zostać dopisane do sprawy prowadzonej już przeciwko niemu. Chodzi przede wszystkim o otwarte wsparcie dla prezydenckiego projektu SAFE 0 proc. i wejście w spór, który od początku miał wyraźnie polityczny charakter.
Zobacz również: Młynarska przerywa ciszę po WOŚP. Mocne słowa o Owsiaku i krytykach
W obozie rządzącym słychać, że to może być kolejny dowód na złamanie zasady apolityczności banku centralnego. Taką ocenę wprost formułuje Janusz Cichoń z Koalicji Obywatelskiej, który uważa, że zachowanie prezesa NBP może stać się podstawą albo do nowej skargi, albo do uzupełnienia już istniejących zarzutów.
To ważne, bo rozliczenie Glapińskiego od dawna należy do politycznych obietnic obecnej większości. Teraz pojawiła się nowa amunicja.
SAFE 0 proc. i wypłata zysku z NBP stały się osią sporu
Najwięcej emocji budzi udział Adama Glapińskiego w konferencji poświęconej projektowi Karola Nawrockiego. Według krytyków prezes NBP nie tylko zabrał głos w sprawie programu firmowanego przez prezydenta, ale też uzależniał wypłatę zysku banku od przyjęcia określonych rozwiązań ustawowych.
Trybunał Stanu wciąż możliwy, ale droga jest długa
Problem polega na tym, że nawet jeśli koalicja zdecyduje się wykorzystać nowy wątek, procedura wcale nie przyspieszy. Wręcz przeciwnie. Gdyby rządzący chcieli dodać nowe zarzuty, musieliby wybrać jedną z dwóch trudnych dróg: złożyć nową skargę albo przygotować wniosek uzupełniający. W obu wariantach cała machina ruszałaby właściwie od początku.
To oznacza ponowne zbieranie podpisów posłów, formalne zawiadomienie prezesa NBP i danie mu czasu na odpowiedź. W praktyce finał sprawy znów by się oddalił.