CELEBRITY
Donald Trump wyraził niezadowolenie z postawy sojuszników NATO, grożąc konsekwencjami, które mogą zaskoczyć wielu. Co planuje prezydent USA?
Donald Trump wyraził niezadowolenie z postawy sojuszników NATO, grożąc konsekwencjami, które mogą zaskoczyć wielu. Co planuje prezydent USA?
Donald Trump ostro skrytykował sojuszników z NATO za odmowę angażowania swych sił w Iranie (część państw odmówiła udziału w osłonie tankowców w cieśninie Ormuz). Prezydent USA wypomniał Europie lata amerykańskiej ochrony i zasugerował, że Waszyngton powinien przemyśleć sens takiego partnerstwa. — NATO popełnia bardzo głupi błąd — stwierdził.
Donald Trump.
Donald Trump. Foto: REUTERS/Kevin Lamarque
W tle oburzenia Trumpa jest cieśnina Ormuz, czyli jeden z najważniejszych szlaków dla światowego handlu ropą. Reuters poinformował, że przez ten korytarz przechodzi około 20 proc. globalnego transportu ropy. Wojna z Islamską Republiką Iranu i irańskie ataki na tankowce sprawiły, że temat ochrony żeglugi stał się jednym z najpilniejszych problemów dla USA i ich sojuszników. 16 marca amerykański prezydent mówił, że niektóre kraje są “bardzo entuzjastyczne” w stosunku do amerykańskiej operacji w Iranie, ale inne nie chcą się angażować. Podkreślał przy tym, że chodzi o państwa, którym USA przez lata zapewniały bezpieczeństwo. Tego samego dnia Trump wezwał inne kraje, do obrony terytorium cieśniny Ormuz. Żądał, by kraje broniły terytorium, z którego czerpią surowce.
Europa mówi Trumpowi: nie!
Jednoznaczną odpowiedź przedstawiła Francja. Emmanuel Macron oświadczył, że jego kraj nie jest stroną konfliktu i nie weźmie udziału w operacjach mających “otworzyć” lub “wyzwolić” cieśninę Ormuz w obecnych warunkach. Francuski prezydent zaznaczył, że Paryż może rozmawiać o misji zabezpieczającej żeglugę dopiero po zmniejszeniu napięcia i przy równoległych kontaktach dyplomatycznych z Iranem.
Trump został później zapytany o stanowisko Macrona i odpowiedział krótko, że francuski prezydent “wkrótce” przestanie pełnić urząd. Reuters odnotował tę wypowiedź jako element szerszego sporu między Waszyngtonem a europejskimi stolicami o zakres ewentualnego zaangażowania w regionie.