Connect with us

CELEBRITY

Na dłuższą metę nie chodzi dziś o to, kto zasiada w Trybunale, choć to też oczywiście ważne. Ale kluczowym, z punktu widzenia instytucji demokratycznych wątkiem jest to, że przestał działać mechanizm, który miał ten skład w sposób przewidywalny i apolityczny kształtować – pisze dla WP prawnik Krzysztof Izdebski

Published

on

Na dłuższą metę nie chodzi dziś o to, kto zasiada w Trybunale, choć to też oczywiście ważne. Ale kluczowym, z punktu widzenia instytucji demokratycznych wątkiem jest to, że przestał działać mechanizm, który miał ten skład w sposób przewidywalny i apolityczny kształtować – pisze dla WP prawnik Krzysztof Izdebski

Spór o Trybunał Konstytucyjny najczęściej sprowadzamy do personaliów. Kto został wybrany, kto nie został zaprzysiężony, kto jest “legalny”, a kto “nielegalny”. To wygodne, bo konkretne i dobrze polaryzuje. Tyle że w gruncie rzeczy omija sedno szerszego problemu – pisze dla WP prawnik Krzysztof Izdebski.

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Na dłuższą metę nie chodzi dziś o to, kto zasiada w Trybunale, choć to też oczywiście ważne. Ale kluczowym, z punktu widzenia instytucji demokratycznych wątkiem jest to, że przestał działać mechanizm, który miał ten skład w sposób przewidywalny i apolityczny kształtować.

Współdziałanie solistów
Na poziomie ustawy zasadniczej wszystko wygląda – przynajmniej na pierwszy rzut oka – racjonalnie. Sejm wybiera sędziów, a prezydent odbiera ślubowanie. To model współdziałania, który w teorii powinien równoważyć wpływy i stabilizować system. W praktyce mamy raczej układ, w którym każdy z organów uczestniczy w procedurze o tyle, o ile uznaje to za stosowne. Trudno powiedzieć, żeby taki model był szczególnie odporny na napięcia polityczne. Ale trzeba ze smutkiem przyznać, że jest dość elastyczny, zwłaszcza jeśli ktoś chce sprawdzić, jak daleko można rozciągnąć Konstytucję, nie zmieniając ani jednego jej przepisu.
Efekt jest taki, że procedura powoływania sędziów przestała być procedurą w klasycznym sensie. Nie porządkuje działania państwa, tylko staje się kolejnym z pól sporu. Reguły formalnie obowiązują, ale coraz częściej są punktem odniesienia w dyskusji, a nie czymś, co realnie wiąże uczestników gry. To dość osobliwa sytuacja, bo mamy system, który wygląda stabilnie, ale działa na zasadzie pełnej uznaniowości i pod dyktatem permanentnej kampanii wyborczej.
Prezydent bez kompetencji, ale z wpływem
Najlepiej widać to właśnie w relacji między parlamentem a prezydentem. Sejm, dysponując większością, może traktować wybór sędziów jako element bieżącej polityki. Prezydent z kolei, opóźniając lub odmawiając przyjęcia ślubowania, zyskuje realny wpływ na skład Trybunału mimo że formalnie nie ma takiej kompetencji. W praktyce trudno jednak powiedzieć, żeby jej nie miał, skoro skutki są dokładnie takie, jakby ją miał. To jeden z tych momentów, w których prawo i rzeczywistość przestają iść w tym samym kierunku, ale nadal jako prawnicy udajemy, zalewając przestrzeń informacyjną coraz to bardziej wymyślnymi interpretacjami, że wszystko się zgadza.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2026 Uscurrentsphere