CELEBRITY
Adrian Zandberg proponuje radykalne zmiany w pracy lekarzy. Czy to koniec podwójnych etatów w publicznych i prywatnych placówkach?
Adrian Zandberg proponuje radykalne zmiany w pracy lekarzy. Czy to koniec podwójnych etatów w publicznych i prywatnych placówkach?
Albo lekarz pracuje w publicznym szpitalu, albo pracuje w prywatnej klinice — mówi w rozmowie z “Faktem” Adrian Zandberg, poseł i lider ugrupowania Razem. Polityk opisuje patologiczną sytuację, w której praca w szpitalach stała się dla części lekarzy miejscem do wyłapywania pacjentów i kierowania ich na prywatne, płatne zabiegi.
Adrian Zandberg krytykuje zamykanie porodówek.
Adrian Zandberg krytykuje zamykanie porodówek. Foto: Fotonews, LASKAR-MEDIA
Problem zamykanych oddziałów porodowych od lat narasta w Polsce. Szpitale tłumaczą decyzje brakiem lekarzy, wysokimi kosztami utrzymania oddziałów i spadającą liczbą urodzeń. W efekcie w niektórych regionach kobiety muszą jechać do najbliższej porodówki nawet 100 km. Jednocześnie rośnie rola prywatnej medycyny. Coraz więcej pacjentów — zmęczonych długimi kolejkami — decyduje się na płatne wizyty. Krytycy systemu twierdzą, że brak jasnego rozdziału między publiczną a prywatną medycyną pogłębia te problemy i prowadzi do sytuacji, w której publiczny system staje się coraz mniej wydolny.
Koniec pracy “tu i tu”? Zandberg chce twardych zasad dla lekarzy
Zdaniem lidera Razem obecny model ochrony zdrowia sprzyja nadużyciom. Lekarze często pracują w publicznych placówkach, a jednocześnie prowadzą prywatne praktyki. W efekcie — jak twierdzi polityk — publiczny szpital bywa jedynie miejscem, w którym buduje się bazę pacjentów dla prywatnej działalności.
My w Razem jesteśmy zwolennikami twardego wprowadzenia zasady albo-albo, czyli rozdziału: albo lekarz pracuje w publicznym szpitalu, albo pracuje w prywatnej klinice
— mówi.
Polityk przekonuje, że taki model obowiązuje już w części krajów europejskich i pozwala uniknąć sytuacji, w której pacjent z państwowego systemu jest de facto kierowany do prywatnej placówki.
Żeby nie było sytuacji, w której praca w publicznym szpitalu jest jak okienko reklamowe po to, żeby kierować pacjentów do prywatnej kliniki. To jest nie fair pod wieloma względami. To jest niezgodne z konstytucyjnym zapisem o równości dostępu do ochrony zdrowia. Ale to jest przede wszystkim też marnotrawstwo publicznych pieniędzy