NFL
– Dostałam wiadomość od wychowawczyni, że za niecałe dwa tygodnie będzie zebranie. No i jak zawsze najgorsza jest godzina – 16.30. Od kilku lat ten sam problem. Nie rozumiem, kto ustala godzinę spotkania. Przecież wielu rodziców jest jeszcze wtedy w pracy albo dopiero z niej wraca. Więcej w komentarzu 👇
– Dostałam wiadomość od wychowawczyni, że za niecałe dwa tygodnie będzie zebranie. No i jak zawsze najgorsza jest godzina – 16.30. Od kilku lat ten sam problem. Nie rozumiem, kto ustala godzinę spotkania. Przecież wielu rodziców jest jeszcze wtedy w pracy albo dopiero z niej wraca.
Więcej w komentarzu 👇
W szkole mojej córki przyjęło się, że zebrania są o 18 i trwają minimum godzinę, czyli w domu jestem dopiero około 19.30. Dodam, że mam też drugie małe dziecko, które trzeba wykąpać i przygotować kolację, bo wszystkiego na babcię nie mogę zrzucić – opowiada jedna z kobiet.
Na początku drugiego semestru w szkołach tradycyjnie ruszają zebrania dla rodziców. Największe emocje wzbudza oczywiście godzina spotkania. – Dostałam wiadomość od wychowawczyni, że za niecałe dwa tygodnie będzie zebranie. No i jak zawsze najgorsza jest godzina – 16.30. Od kilku lat ten sam problem. Nie rozumiem, kto ustala godzinę spotkania, przecież wielu rodziców jest jeszcze wtedy w pracy albo dopiero z niej wraca – opowiada nasza czytelniczka.
Jak dodaje: Pracuję do godziny 17, na drugim końcu miasta. Mieszkanie w Warszawie nie ułatwia szybkiego dojazdu do szkoły. Zajmuje mi około 65 minut. Czyli żeby zdążyć, muszę wyjść z pracy dużo wcześniej. Denerwuje mnie to, że znów będę musiała tłumaczyć się szefowi, bo nikt nie pomyśli, by zorganizować wywiadówkę choćby o 17.30.
Wysoki poziom frustracji nie dziwi, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie dojazd do szkoły to prawdziwe wyzwanie. Nawet dobrze zorganizowani rodzice muszą kombinować, czy planować wyjścia z dużym wyprzedzeniem.
Mam też drugie dziecko w domu”
Z drugiej strony są też rodzice, którzy narzekają, że zebrania odbywają się zbyt późno. – W szkole mojej córki przyjęło się, że zebrania są o 18 i trwają minimum godzinę, czyli w domu jestem dopiero około 19.30. Dodam, że mam też drugie małe dziecko, które trzeba wykąpać i przygotować kolację, bo wszystkiego na babcię nie mogę zrzucić. Mąż często pracuje na drugą zmianę, więc łatwo nie jest – wyznaje pani Gosia.
Jak widać, niezależnie od godziny zebrania, problem pozostaje ten sam. Rodzice muszą kombinować z czasem i logistyką. Często jest to prawdziwe wyzwanie, zwłaszcza dla mam, które same ogarniają dom i dzieci.