CELEBRITY
Koszmarne sceny na Mokotowie: mieszkańcy wstrząśnięci działaniami łowczych. Dzieci były świadkami dramatycznych wydarzeń. Co się stało?
Koszmarne sceny na Mokotowie: mieszkańcy wstrząśnięci działaniami łowczych. Dzieci były świadkami dramatycznych wydarzeń. Co się stało?
Dramat na Mokotowie. Dzieci patrzyły, jak zabijano dziki. Mieszkańcy: to było nieludzkie
Koszmarne sceny rozegrały się na warszawskim Mokotowie. Na osiedlu przy ul. Stępińskiej w Warszawie łowczy uśmiercili siedem dzików. Wszystko działo się w biały dzień — na oczach mieszkańców i ich dzieci. Ludzie są oburzeni i mówią wprost: to było straszne i nieludzkie. Dyrektor Lasów Miejskich spotkał się z reporterem “Faktu”, aby wyjaśnić całą sytuację i ostudzić emocje.
W Niedzielę Wielkanocną łowczy uśmiercili na oczach mieszkańców rodzinę dzików. 5
Zobacz zdjęcia
W Niedzielę Wielkanocną łowczy uśmiercili na oczach mieszkańców rodzinę dzików. Foto: Burski Krzysztof / newspix.pl
Wszystko wydarzyło się w Niedzielę Wielkanocną. Po osiedlu od rana krążyło stado dzików w poszukiwaniu pożywienia.
Zaniepokojeni mieszkańcy poinformowali o tym policję, a ta o zaistniałym zdarzeniu powiadomiła pracowników Lasów Miejskich. Jakiś czas później pojawili się łowczy. Na osiedlu zrobiło się spore zamieszanie. Ludzie patrzyli przez okna, co się dzieje. Chwilę potem padły strzały ze środkiem usypiającym w kierunku dzików.
Według świadków całego zajścia zwierzęta najpierw zostały uśpione, a następnie podano im środek farmakologiczny powodujący śmierć. Wszystko odbywało się publicznie.
— Widzieliśmy, jak wstrzykiwano im truciznę. To było straszne przeżycie — mówi pani Aleksandra, która była na miejscu z 80-letnią ciocią. Seniorka tak silnie przeżyła sytuację, że trafiła na SOR. Miejscowi podkreślają, że nikt nie udzielał im żadnych informacji. Próby rozmowy z łowczymi kończyły się milczeniem albo odesłaniem do sekretariatu Lasów Miejskich. — Mówili tylko, żeby dzwonić do sekretariatu. Wpadli, uśmiercili, wrzucili do kubła i pojechali. Zero empatii — dodaje świadek.
W trakcie prowadzonych działań doszło też do niebezpiecznej sytuacji. Jeden z łowczych na zadawane pytania miał zareagować agresją i uderzyć kobietę nagrywającą całe zajście.
— Chciałam się dowiedzieć, dlaczego uśmiercił te zwierzęta. A on podniósł podkładkę i z całej siły mnie uderzył. Twierdził, że tylko w telefon, ale on mnie uderzył, co zostało zarejestrowane na nagraniu wideo — opowiada poszkodowana kobieta. Sprawę o naruszenie nietykalności cielesnej zgłosiła na policję. Konsekwencje ma też wyciągnąć Dyrekcja Lasów Miejskich.
Dyrektor Lasów Miejskich wyjaśnia sytuację
Dyrektor Lasów Miejskich Karol Podgórski spotkał się z reporterem “Faktu”, aby wyjaśnić całe zajście. Jak twierdzi, sytuacja ta nie mogła zakończyć się inaczej.