Mój mąż zaczął okropnie pachnieć… no dobra, powiem wprost: ŚMIERDZIAŁ. Zapisałam go do urologa i pojechałam z nim, żeby go wesprzeć. Wszedł do gabinetu, drzwi się zamknęły. Po pięciu minutach lekarz wychodzi cały czerwony na twarzy. Lekarz (dławiąc się ze śmiechu): Niech pani lepiej sama wejdzie i zobaczy. Ja: „Panie doktorze, co się stało? Z czego pan się śmieje?” I wtedy wychodzi mój mąż. On: „Kochanie… nie wiem, jak Ci to powiedzieć… Ale ja…” 😳 (dalszy ciąg w pierwszym komentarzu 👇)