CELEBRITY
PiS i Nawrocki obchodzą dzisiaj święto hipokryzji konstytucyjnej, wycierając sobie gęby Konstytucją, z której uczynili partyjną spluwaczkę…
PiS i Nawrocki obchodzą dzisiaj święto hipokryzji konstytucyjnej, wycierając sobie gęby Konstytucją, z której uczynili partyjną spluwaczkę…
Dzisiaj będą stali pod flagami, będą mówili o ojczyźnie, będą odmieniali Konstytucję przez wszystkie przypadki i wkładali w głos ten specjalny ton państwowej powagi, którym politycy przykrywają własne brudne palce. Będą mówić o 3 maja tak, jakby przez ostatnie lata nie deptali najważniejszego bezpiecznika polskiego państwa prawa, nie robili z Trybunału Konstytucyjnego partyjnego schronu, nie zamieniali sądu konstytucyjnego w izbę obsługi politycznych interesów PiS.
„Zamknijcie mordy, tak jak prezes powiedział”
To zdanie Krystyny Pawłowicz powinno wisieć nad wejściem do Trybunału Konstytucyjnego czasów PiS jak herb epoki. Pawłowicz wypowiedziała słowa o „zdradzieckich mordach” w Sejmie, nawiązując do języka Jarosława Kaczyńskiego, a później ta sama Pawłowicz została sędzią Trybunału Konstytucyjnego, czyli instytucji, która powinna być chłodnym sumieniem prawa, a nie przedłużeniem partyjnej awantury.
Do miejsca, w którym powinno się ważyć każde słowo Konstytucji, wstawiono osobę znaną z języka politycznego rynsztoka, wojny plemiennej i pogardy wobec przeciwników. PiS nie tylko przejął Trybunał. PiS pokazał, że powaga instytucji go śmieszy, jeśli powaga nie służy jego władzy.
Kucharka prezesa na straży Konstytucji
Julia Przyłębska została twarzą tej degrengolady w wersji bardziej salonowej, kuchennej i towarzyskiej. Jarosław Kaczyński nazwał ją swoim „odkryciem towarzyskim”, publicznie przyznawał, że bardzo lubi u niej bywać, a cała Polska dostała w prezencie obraz Trybunału Konstytucyjnego sprowadzonego do prywatnego zaplecza prezesa partii.
W tle tej historii był jeszcze jej mąż, Andrzej Przyłębski, zarejestrowany w materiałach IPN jako TW „Wolfgang”, czemu sam zaprzeczał, co w kraju rządzonym przez ludzi lubiących rzucać innym w twarz „resortowe” życiorysy powinno wywołać przynajmniej moment ciszy. U nich jednak cisza pojawia się tylko wtedy, gdy trzeba nie usłyszeć własnej hipokryzji.
Można oczywiście udawać, że „kucharka prezesa” to za mocne określenie, że nie wypada tak pisać o osobie pełniącej wysoką funkcję. Tyle że w tej historii właśnie o to chodzi: nie wypadało przede wszystkim robić z Trybunału miejsca zależnego od politycznego telefonu, prywatnego uznania i towarzyskich relacji z człowiekiem, którego władza powinna być przez ten Trybunał kontrolowana.
W tym tonie mogły sobie przy kolacyjkach rozmawiać Krystyna Pawłowicz i Jarosław Kaczyński przy daniach gotowanych przez Julię Przyłębską: o „mordach”, „szmatach”, zdrajcach, Unii, sądach, wrogach i całej tej Polsce, którą trzeba było im wyrwać z rąk, żeby mogła wreszcie wyglądać jak prywatny folwark prezesa.
Sędziowie dublerzy i nocna instrukcja obsługi państwa
Grzech pierworodny był prosty i brutalny: Trybunał Konstytucyjny orzekł 3 grudnia 2015 roku, że wybór trzech sędziów przez poprzedni Sejm był zgodny z Konstytucją, a prezydent powinien odebrać od nich ślubowanie, lecz Andrzej Duda tego nie zrobił. Zamiast tego nocą przyjął ślubowanie od osób wybranych przez nową większość PiS na miejsca, które nie były wolne. Wtedy skończyła się opowieść o strażniku Konstytucji, a zaczęła historia prezydenta jako notariusza partyjnego włamania. Europejskie wyroki tylko opisały językiem prawnym to, co politycznie było widoczne od początku: w Polsce budowano atrapę Trybunału na fundamencie sędziów dublerów.
Prokurator stanu wojennego jako odnowiciel sprawiedliwości
Stanisław Piotrowicz był jednym z najbardziej bezwstydnych symboli tej operacji. PiS przez lata opowiadał o dekomunizacji, moralnym oczyszczeniu i walce z postkomuną, a jedną z twarzy swojej wojny z sądami uczynił człowieka z prokuratorską przeszłością w PRL. Partia krzycząca o komunistach w togach sama wprowadzała do najważniejszych instytucji ludzi z życiorysami, które w przypadku przeciwników politycznych zamieniłaby w akt oskarżenia.
Od Przyłębskiej do człowieka Ziobry
Potem przyszedł Bogdan Święczkowski, człowiek z orbity Zbigniewa Ziobry, były prokurator krajowy, nazwisko kojarzone z prokuratorskim imperium, a nie z beznamiętną niezależnością sądu konstytucyjnego. To on został następcą Przyłębskiej na czele Trybunału, domykając symbolicznie drogę od kuchni prezesa do zaplecza ludzi Ziobry. Z sądu mającego kontrolować władzę zrobiono narzędzie do blokowania państwa, gdy władzę stracił obóz, który wcześniej to narzędzie sobie przygotował.
Towarzysz Nawrocki i prezydenckie prześwietlanie sędziów
Karol Nawrocki nie wymyślił tego mechanizmu, ale wszedł w niego z gorliwością człowieka, który z historii Dudy wyciągnął nie przestrogę, tylko instrukcję obsługi. Sejm wybrał sześcioro sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a prezydent przyjął ślubowanie tylko od dwojga, wobec reszty zaczynając własne ważenie, sprawdzanie i polityczne przebieranie, jakby nie był głową państwa, tylko towarzyszem z bezpieki przeglądającym życiorysy ludzi, którym łaskawie pozwoli albo nie pozwoli wejść do instytucji. Prezydent nie jest kadrowym Trybunału Konstytucyjnego, nie dostał od obywateli prawa do prywatnej selekcji sędziów i nie może zachowywać się tak, jakby Konstytucja była regulaminem wewnętrznym jego kancelarii. Nawrocki kontynuuje najgorszy wzór Dudy: udaje, że broni prawa, gdy w rzeczywistości uzurpuje sobie kompetencje cudzej władzy.
Ci, którzy płakali nad Konstytucją, też mają swoje nocne rozdziały
W tej opowieści jest jeszcze Szymon Hołownia, który kiedyś płakał nad Konstytucją jak nad świecką relikwią obywatelskiej przyzwoitości, a później siadał do nocnych rozmów z Jarosławem Kaczyńskim u Adama Bielana. Nie trzeba tu opowiadać całej historii, bo wszyscy ją pamiętają. Wystarczy obraz: człowiek budujący swoją wiarygodność na łzach nad Konstytucją spotyka się po cichu z architektem jej praktycznej dewastacji, a potem próbuje tłumaczyć, że to była tylko polityczna rozmowa w trosce o państwo.
Konstytucja jako rekwizyt
Dlatego 3 maja warto patrzeć politykom nie na kotyliony, flagi i miny przygotowane pod kamery, tylko na ich biografie ustrojowe. Kto milczał, gdy nie publikowano wyroków Trybunału. Kto klaskał, gdy wprowadzano dublerów. Kto robił z Pawłowicz, Piotrowicza, Przyłębskiej i Święczkowskiego strażników Konstytucji. Kto dzisiaj udaje obrońcę prawa, choć przez lata pomagał budować system, w którym prawo działało tylko wtedy, gdy pasowało partii.
Najbardziej obrzydliwa jest zdrada odprawiana w imię Konstytucji, z ręką na sercu, z hymnem w tle, z prezydenckim podpisem, z sejmową większością i partyjnym prawnikiem tłumaczącym, że nocne włamanie do instytucji było porządkowaniem państwa. Dzisiaj będą mówić o Konstytucji. Niech mówią. Tylko za każdym razem, gdy wypowiedzą to słowo, trzeba im przypominać nocne ślubowania, sędziów dublerów, nieopublikowane wyroki, kucharkę prezesa, prokuratora stanu wojennego, Pawłowicz od „mord” i „szmat”, człowieka Ziobry na czele Trybunału oraz prezydenta, który zachowuje się tak, jakby mógł sobie wybierać sędziów według własnego politycznego nosa.
Konstytucja nie umiera najbardziej wtedy, gdy ktoś ją publicznie atakuje. Umiera dużo bardziej upokarzająco wtedy, gdy ci, którzy ją niszczą, zaczynają ją świętować.
📌 Jeśli czytacie z ciekawością moje felietony, analizy i komentarze takie jak ten, a interesuje Was świat polityki, geopolityki, nowych technologii, mediów i tego, co naprawdę dzieje się pod powierzchnią codziennych newsów, zaobserwujcie mój profil.
💬 Komentujcie, dopowiadajcie, spierajcie się, udostępniajcie dalej, bo takie treści mają sens wtedy, gdy nie kończą życia po jednym scrollu.
🔎 Im więcej nas w tej rozmowie, tym trudniej politykom udawać, że nikt nie pamięta, co robili wczoraj, gdy dzisiaj z ręką na sercu opowiadają nam o wartościach.
⚖️ Grafika została wygenerowana automatycznie przez narzędzie AI w oparciu o treść posta. Ma charakter satyryczny, publicystyczny i ilustracyjny. Wszelkie podobieństwo do osób, sytuacji lub zdarzeń jest przypadkowe, a sama grafika służy wyłącznie jako satyryczne uzupełnienie felietonu.