NFL
Coś dla historyka naszych czasów:
Coś dla historyka naszych czasów:
„Mam bardzo ponure wiadomości. Szokujące jest to, że robią to przy otwartej kurtynie i zapalonym świetle” — powiedział dziś w Sejmie premier Tusk. Czy mówił o sobie, o codziennym, ale co dzień bardziej zuchwałym łamaniu prawa i standardów cywilizowanego państwa przez podległy mu rząd i służby? Przez ministra Żurka, który wszczyna postępowanie śledcze wobec ministrów Prezydenta RP – bo to „źli doradcy są”; przez ABW, które za nic ma ostateczny wyrok NSA stwierdzający bezprawność odebrania szefowi BBN, prof. Cenckiewiczowi certyfikatu bezpieczeństwa? Najbardziej zasłużony dla torowania drogi Putinowi w jego agresji (w kluczowych dla przygotowania i rozwinięcia tej agresji latach 2007-2014) polityk europejski – Donald Tusk – codziennie zarzuca innym – tym, którzy przeciw tej agresji konsekwentnie występowali i występują – sprzyjanie Putinowi. Patron koleżanki partyjnej, którą chętnie przytulił na zdjęciu, skazanej jednak w najbardziej szokującej aferze pedofilskiej w Kłodzku – mówi, że ta afera to sprawa… opozycji. To jest swoista „norma” Pana Kierownika, jak nazywają Tuska drżący przed nim partyjni i koalicyjni podwładni.
Ale wszystkie, nawet takie normy, przekracza postępowanie tej władzy i służących im mediów (z Onet-Ringier-Springer na czele – warto zobaczyć to zdjęcie z ostatniej nasiadówki grupy Bilderberg: rozmowa R. Sikorskiego z prezesem spółki Axel Springer: https://www.facebook.com/watch/?v=1494861649024291 ) w sprawie przypomnianej niedawno przez inne medium. Bardziej niezależne, choć jak najdalsze przy tym od opozycji medium: portal wp.pl. To sprawa Giertycha-Sikorskiego-Tuska. O niej mówię cytując wyłącznie materiały prasowe z wp.pl na temat. A mówię i publikuję także tu, na tej stronie, bo w państwie „Kierownika” to, co nie pasuje do jego „narracji” – a więc prawomocne wyroki sądów, ale także filmy i dokumenty (jak np. serial „Reset”), a nawet audycje historyczne w radiu publicznym (10 zatrzymanych, gotowych już odcinków mojego cyklu „Historia żywa” – o XVIII wieku!) – jest zakazane, znika… To są standardy białoruskie. Dlatego przepisujcie Państwo, drukujcie, chowajcie – póki można. Tu przywołuję tylko początek sprawy, za portalem wp.pl, póki jeszcze można (już z trudem) znaleźć na jego stronie:
https://www.money.pl/firma/roman-giertych-tajemnicza-rosjanka-i-przelewy-z-raju-podatkowego-ujawniamy-co-przeoczyla-prokuratura-przed-umorzeniem-zarzutow-dla-polityka-ko-7273419210369280a.html
Zaczyna się ta sprawa tak:
„Ta historia ma swój początek pod ziemią. Dosłownie. W 2005 r. Ryszard Krauze był siódmym najbogatszym Polakiem według tygodnika “Wprost” – jego majątek szacowano na ok. 1,8 mld zł. Zarabiał głównie na kontraktach informatycznych z instytucjami publicznymi. Ryszard Krauze miał wiele spółek. Kontrolował m.in. firmę deweloperską Polnord, która budowała warszawskie prestiżowe osiedle Miasteczko Wilanów. Z takiej spółki nie da się pieniędzy wyjąć tak po prostu: Polnord był notowany na giełdzie, miał restrykcyjne obowiązki raportowe i wielu akcjonariuszy, zainteresowanych jego dobrym prosperowaniem. Przewodniczącym rady nadzorczej Polnordu był jednak sam Krauze. A prawnikiem obu stron, Krauzego i Polnordu, był Roman Giertych.W tej konfiguracji – Krauze po obu stronach transakcji i Giertych jako prawnik obu stron – narodził się mechanizm, który prokuratura później nazwie “wyprowadzeniem środków w łącznej kwocie 96,2 mln zł z Polnord S.A.”. Łącznie, według prokuratury, Krauze i jego pomocnicy wyprowadzili różnymi metodami z Polnordu 96,2 mln zł. Spółki “Foki” posłużyły do zamaskowania transakcji. A mec. Giertych zarabiał na obsłudze wszystkich tych stron.To wszystko wiemy z uzasadnienia umorzenia zarzutów wobec Romana Giertycha. Bo w 2017 r., za rządów PiS, prokuratura wszczęła śledztwo, a w październiku 2020 r. CBA zatrzymało Krauzego, Giertycha, Sebastiana J., Piotra Ś. i kilka innych osób. Miało być polityczne złoto dla partii Kaczyńskiego – skończyło się kompromitacją. Z naszych rozmów z ludźmi zaangażowanymi w tę sprawę wynika, że o porażce prokuratury miały zadecydować trzy rzeczy: pośpiech, polityczne naciski na śledczych i brak doświadczenia osób pracujących przy śledztwie. W efekcie Giertych kwestionował, czy w ogóle postawiono mu zarzuty. A sąd nigdy nie zgodził się na areszt. Po przejęciu władzy przez rząd Donalda Tuska zmienił się prokurator prowadzący sprawę. I uznał on, że Giertych o niczym nie wiedział, nie decydował, a na swego wieloletniego bliskiego współpracownika nie miał wpływu.Co zrobiła prokuratura, żeby wyjaśnić machinacje finansowe z udziałem podmiotu z Liechtensteinu? Nic. Skąd to wiemy? Od samej prokuratury.Zapytaliśmy śledczych, czy przesłuchano panią Katarzynę w śledztwie. Odpowiedź nas zaskoczyła. Osoba o wskazanych przez Pana personaliach nie była przesłuchiwana w toku wymienionego śledztwa [dot. Polnord] – przekazała nam prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Lublinie.A co z żoną Romana Giertycha? Pani Barbara Giertych nie była przesłuchiwana w charakterze świadka we wskazanym śledztwie – poinformowała prok. Syk-Jankowska.To może prokuratura wystąpiła chociaż o pomoc prawną do Liechtensteinu lub Panamy, żeby wyjaśnić rolę pani Katarzyny i Sebastiana J. w spółce, która przelała milion złotych kancelarii Giertycha? “W śledztwie nie kierowano wniosku o udzielenie międzynarodowej pomocy prawnej do Liechtensteinu” – to znowu prokurator Syk- Jankowska. Wnioski kierowano tylko do Niemiec i Włoch. We wtorek 7 kwietnia wysłaliśmy pytania w sprawie przelewów z Liechtensteinu do Romana Giertycha i jego żony Barbary, Sebastiana J. ps. “Foka”, Victorii Beninger i Wojciecha Wierzejskiego. “Foka”, Wierzejski i Rosjanka nam nie odpowiedzieli. Za to Roman Giertych kilka godzin po otrzymaniu pytań zaczął publikować w swoich mediach społecznościowych serię wpisów atakujących współautora tego tekstu oraz Wirtualną Polskę. W jednym z nich, po długim wstępie, znalazły się odpowiedzi na część naszych pytań. Giertych zaczyna od tego, że pytamy go o “działalność sprzed 15 lat jako adwokata kościelnego mojej żony i założoną przez nią w tym celu spółkę w Lichtenstein (pisownia oryginalna – red.)”. Giertych tłumaczy, że jego żona “prowadzi od lat odrębną ode mnie działalność i nie ma w niej nic niejawnego. Założyła kiedyś (chyba w 2011 roku) spółkę poza Polską, bo miała pomysł przenieść działalność w sprawach sporów małżeńskich również na teren Roty Rzymskiej. Pomysł arbitrażu małżeńskiego w tej sprawie nie wypalił, a spółka przyniosła straty, bo koszt zbudowania ram prawnych dla międzynarodowego sądu arbitrażowego był bardzo wysoki i zdaje się w 2012 lub 2013 roku spółka została zlikwidowana”. Sęk w tym, że jak już opisywaliśmy, Barbary Giertych formalnie w podmiocie Utriusque Iuris Anstalt w ogóle nie było. Dalej Giertych tłumaczy, że “zainwestowane pieniądze częściowo w trakcie likwidacji spółka zwróciła”. “A czemu Basia wybrała Lichtenstein? (pisownia oryginalna – red.)” – pyta Giertych. I od razu odpowiada: “Bo wówczas przyjaźniliśmy się z członkiem rodziny książęcej, który takie spółki obsługiwał. Wszystko legalnie i transparentnie”.Giertych nie odpowiedział na pytania dotyczące Rosjanki Wiktorii Kriażewej/Victorii Beninger, okoliczności przelewów do jego kancelarii, roli Sebastiana J. oraz okoliczności powstania podmiotu w Liechtensteinie z udziałem pracowniczki jego kancelarii. Barbara Giertych nie odpowiedziała na wysłane jej pytania.Karolina Wysota, Szymon Jadczak, dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl
I co było dalej? Podaję fragment oświadczenia dziennikarzy portalu wp.pl:
https://wiadomosci.wp.pl/interpelacja-posla-giertycha-czyli-budapeszt-w-warszawie-oswiadczenie-redakcji-7275201463970080a
„Roman Giertych zamiast odpowiadać na pytania dziennikarzy sięga po metody rodem z orbanowskich Węgier: polityczny knebel i groźby. To tylko wzmacnia przekonanie, że pytania redakcji WP i money.pl trafiły w sedno. […]13 kwietnia 2026 r. w Polsce Roman Giertych, wiceprzewodniczący klubu rządzącej Koalicji Obywatelskiej, wystosował do ministra finansów interpelację w sprawie Wirtualnej Polski Holding – wydawcy portalu Wirtualna Polska. Prosi w niej Andrzeja Domańskiego o osobisty nadzór nad wyjaśnieniem, skąd biorą się ceny akcji giełdowej spółki (interpelacji nie ma jeszcze na stronie Sejmu – opieramy się na deklaracji samego posła Giertycha, opublikowanej w portalu X). […] Publikując 19 marca tekst pt. “Pomocnik, który przeszkadzał. Człowiek Giertycha opóźniał proces frankowiczów. Kancelaria posła zarabiała miliony” spodziewaliśmy się, że Roman Giertych sięgnie po każde narzędzie, które w jego przekonaniu mogłoby zdyskredytować Autorów i redakcję. Tekst nie spotkał się z żadną merytoryczną odpowiedzią Giertycha. Nie podważono żadnych naszych ustaleń. Analogicznie jest z kolejnym tekstem na temat dziwnych przelewów, jakie od zagranicznej spółki współzarządzanej przez Rosjankę miała przyjmować kancelaria Giertycha. Zamiast merytorycznych wyjaśnień – ataki na dziennikarzy i redakcję. Kiedy nie działa siła argumentów, pozostaje argument siły.”