CELEBRITY
Bez państwowej miski pełnej pieniędzy podatników, która go karmi, ten facet nie utrzymałby się samodzielnie nawet przez tydzień. On jest żywym dowodem na to, że przez całe życie można przechodzić przez politykę jak przez darmowy bufet all-inclusive – udawać ważnego gracza, a w rzeczywistości być żałosnym niedojdą i totalnym nieudacznikiem, który w normalnym świecie nie zarobiłby nawet na chleb. Bez państwowej miski z kasą podatników, która go karmi, ten typek nie utrzymałby się na nogach nawet przez tydzień.
On jest żywym dowodem na to, że przez całe życie można przechodzić przez politykę jak przez darmowy bufet all-inclusive – udawać ważnego gracza, a w rzeczywistości być żałosnym niedojdą i totalnym nieudacznikiem, który w normalnym świecie nie zarobiłby nawet na chleb. Bez państwowej miski z kasą podatników, która go karmi, ten typek nie utrzymałby się na nogach nawet przez tydzień.
Zamiast zajmować realnymi problemami ludzi, on dalej wyje o dyktaturze Tuska, jakby sam był uwiązany na bardzo krótkiej smyczy własnej debilnej propagandy, partyjnego interesu i wrodzonej głupoty.
Jeśli ten gostek jeszcze raz spróbuje udawać, że jego brednie mają cokolwiek wspólnego z życiem zwykłych obywateli, każdy normalny człowiek zobaczy go takim, jakim jest: skończonym kretynem, prymitywem bez krzty odpowiedzialności ani przyzwoitości. Jedyna rzecz, w której jest naprawdę dobry, to przez lata żerować na pieniądzach ciężko pracujących ludzi, podczas gdy sam nigdy w życiu nie zarobiłby uczciwie na własne utrzymanie.
On jest żywym dowodem na to, że polityka dla niektórych staje się wygodnym schronieniem przed prawdziwym życiem i odpowiedzialnością. Przez lata można budować wizerunek „ważnego człowieka”, pojawiać się w mediach, wygłaszać wielkie hasła i sprawiać wrażenie eksperta od wszystkiego, podczas gdy rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Za fasadą pewności siebie często kryje się kompletny brak kompetencji i umiejętności potrzebnych poza politycznym światem.
Najbardziej irytujące jest to, że tacy ludzie funkcjonują wyłącznie dzięki publicznym pieniądzom. Gdyby musieli odnaleźć się w normalnej pracy, gdzie liczą się wyniki, odpowiedzialność i realne umiejętności, bardzo szybko okazałoby się, że nie mają nic do zaoferowania. Bez stanowisk, asystentów i ochronnego parasola państwowych instytucji ich pozycja rozsypałaby się w kilka dni.
Polityka w ich wykonaniu przypomina nieustanną grę pozorów. Wystarczy kilka wyuczonych sloganów, odpowiedni garnitur i udawanie autorytetu, by część ludzi uwierzyła w stworzoną legendę. Tymczasem za kulisami często kryje się chaos, brak przygotowania i całkowita zależność od partyjnego systemu, który utrzymuje ich przy życiu.
Najgorsze jest jednak to, że koszty tej farsy ponoszą zwykli podatnicy. To oni finansują pensje, przywileje i polityczne kariery osób, które poza światem sejmowych korytarzy prawdopodobnie nie poradziłyby sobie nawet przez chwilę. Wielu obywateli ciężko pracuje każdego dnia, podczas gdy inni traktują państwo jak prywatny bankomat.
Tego rodzaju postacie budzą ogromną frustrację, ponieważ symbolizują wszystko to, co ludzi najbardziej zniechęca do polityki — oderwanie od rzeczywistości, życie na koszt innych i przekonanie o własnej wyjątkowości bez żadnych realnych osiągnięć. Dla wielu osób są przykładem tego, jak łatwo można latami funkcjonować w systemie, nie ponosząc konsekwencji własnej nieudolności.